GAZETA ARCHE

Zmieniamy siebie

01.04.2019

Z naszego hasła w firmie „ Łączymy sprzeczności, ufamy wszystkim, zmieniamy siebie” spróbuję się wytłumaczyć jak rozumiem jego ostatni człon „zmieniamy siebie”.

W rzeczywistości w jakiej żyjemy, w relacjach między ludźmi często nam się coś nie podoba, coś nas denerwuje. Narzekamy na coś co nam się nie układa, biurokrację, polityków, służbę zdrowia, kościół, system edukacji, na zaśmiecone lasy, wody, pobocza dróg, na brzydką architekturę, zeszpeconą reklamami przestrzeń publiczną, smog, złodziei, zło, że za mało zarabiamy i na tysiące innych spraw. Czasem narzekamy na żonę, męża, partnera, partnerkę, na dzieci lub rodziców. Szukamy winnych naszych problemów, chcielibyśmy to zmienić. A to jest bardzo trudne. Nie oczekujmy, że zmienimy innych. Zmiany zacznijmy od siebie. Od tego na co mamy wpływ. Tyle możemy i aż tyle. Każdego dnia, w każdej chwili. To jest dużo łatwiejsze i skuteczniejsze, a przy tym daje wiele zadowolenia.

I trochę przykładów z życia. Zawsze gdzieś mnie nosiło, chodziłem własnymi drogami. Szkoła strasznie mnie nudziła, nie uczyłem się, ale wszystkie książki z biblioteki przeczytałem już w czwartej klasie. Będąc w szkole średniej, praktycznie już w pierwszej klasie nie chciałem pieniędzy od rodziców, a czasem nawet pożyczałem tacie. Robiłem zdjęcia kolegom i koleżankom w dwóch szkołach: plastycznej i muzycznej. Dziennie to było kilkadziesiąt zdjęć. Szybko kupiłem sobie dobry sprzęt fotograficzny. Wysyłałem zdjęcia na konkursy i dostawałem nagrody. Byłem „taki mądry”, że w ostatniej klasie przestałem w ogóle chodzić do szkoły. Na początku roku przynosiłem zwolnienia lekarskie. Miałem dwóch lekarzy do których chodziłem, a że robiłem dobre wrażenie, to mi je dawali. Potem nie nosiłem już zwolnień, bo nie chciało mi się po nie chodzić. Ostatniego dnia przed maturą wracając ze zdjęć, spotkał mnie profesor plastyki i mówi, że jutro zaczyna się matura i jakbym przyszedł to by mnie dopuścili. Nie miałem wiele do stracenia i rano zjawiłem się na maturze. Faktycznie mnie dopuścili. Maturę zdałem.

Na studia wybrałem szkołę filmową, ale nie dlatego że mnie film interesował, ale tylko dlatego że tam było 27 kandydatów na 1 miejsce. Jakbym się nie dostał to nie byłoby problemu. No, ale dostałem się. Jednak po jakimś czasie ta szkoła też przestała mnie interesować. Nie skończyłem jej choć studiowałem pełne cztery lata. Miałem zaproszenie i zapewnioną pracę w Ameryce, ale wybrałem wieś daleko od ludzi. Wtedy to u mnie pracowało kilkanaście osób.

W pierwszych wyborach samorządowych w 1990 roku proboszcz namówił mnie żebym został wójtem. Jak już nim zostałem to połowę pracowników zwolniłem, a drugiej połowi dałem pieczątki „z upoważnienia wójta”, bo ja się nie znałem na administracji. Był jeden warunek, że jak pojawił się interesant to tego samego dnia musieli załatwić sprawę. Byliśmy jedną z najlepszych gmin w Polsce, 70% budżetu szło na inwestycje. Pod koniec kadencji radni mnie odwołali, bo nie wchodziłem z nimi w układy. Ale miałem satysfakcję, bo sołtysi mnie obronili, nawet zabrali parę tysięcy podpisów popierających  moją osobę.

Spółkę Arche założyliśmy z rolnikami na początku 1991 roku z kapitałem 100 tys. złotych. Ja miałem w niej 2% t.j. 2 tys. zł, reszta była pożyczona z Banku Spółdzielczego. Dziś spółka ma własnego kapitału ponad 300 mln złotych i olbrzymi potencjał do wzrostu.

Z ciekawych zdarzeń rozwoju spółki: przez kilka pierwszych lat ciągle byliśmy kontrolowani z US, UKS, ZUS. Aż do czasu kiedy Urząd Skarbowy przegrał z nami przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i musiał zwrócić dwa razy więcej niż zabrał.  Jako wspomnienie tych zdarzeń powstał film  „Układ Zamknięty”, którego byliśmy głównym sponsorem.

W życiu jestem strasznym bałaganiarzem i równocześnie gromadzę olbrzymią ilość rzeczy. Bez mojej żony zginąłbym niechybnie. Choć ostatnio przy przeprowadzce biura w Siedlcach, gdzie dotarło do mnie ile gromadzimy zbędnych papierów i przedmiotów, przypomniało mi się, że zrobiłem w czasach młodości niegłupią rzecz. Nawet nazwałem to samooczyszczeniem. Gdy kończyłem studia w Łodzi swój dobytek spakowałem w kilkadziesiąt paczek i wysłałem w większości na fikcyjne adresy. Pozostałą część zostawiłem w depozycie i nigdy po to nie wróciłem. Ostatnio podobne pomysły znowu są mi bliskie.

Te doświadczenia powodują, że w działalności firmy wybieramy najtrudniejsze projektu, obiekty zabytkowe, których nikt nie chce. Ale to ma sens i daje wiele satysfakcji. Widzę jak wiele mamy w Polsce do zrobienia. Ja potrafię kochać ludzi i z PiS, i Po, i Wiosny. Po protestach sadowników w naszych hotelach wprowadziliśmy akcję „Jemy polskie jabłka”, a 2 maja będziemy prowadzili „Operację Rzeka” – sprzątanie rzeki Bug.

Jest pięknie i optymistycznie!

Pozostałe aktualności

zobacz wszystkie
Warto? Nie warto?
Postanowienia noworoczne. Znaczna część ludzi z początkiem nowego roku robi
Znamy zwycięzców Konkursu
Znamy zwycięzców Konkursu Sztuki Nieprofesjonalnej Szukamy Nikifora!!!Po
Byle do wiosny - komiks

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi promocjami
i wydarzeniami z życia Arche i naszych obiektów!
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji o
aktualnościach, wydarzeniach i promocjach (więcej
informacji)